W Algierii i Sudanie w tym miesiącu upadli długoletni przywódcy, ale egipski prezydent Sisi nigdzie się nie wybiera. Co więcej – wydaje się, że generałowie, którzy spowodowali odsunięcie od władzy algierskiego Abdel Aziza Butefliki i sudańskiego Omara al-Baszira, mieli za wzór Sisiego. Generał, który w 2013 r. wykorzystał protesty uliczne do obalenia pierwszego demokratycznego – choć nieudolnego i islamistycznego – rządu w Egipcie, zrzucił mundur i krok po kroku zagarnia coraz więcej władzy.

Na wtorek zaplanowano w parlamencie przegłosowanie wielu poprawek konstytucyjnych. Dają one Sisiemu możliwość ubiegania się o kolejną kadencję, wydłużoną do sześciu lat, co pozwoli mu rządzić do 2030 r. I oczywiście nie wykluczają kolejnych poprawek przed upływem tego terminu.

Armia dostanie uprawnienia policyjne, a od prezydenta będą zależały nominacje sędziów i prokuratora generalnego.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej