– Pożar został okiełznany, spłonęła cała więźba dachowa, zawaliła się iglica i część sklepienia. Wieże ocalały – podsumował rano sytuację po pożarze w katedrze Notre Dame generał Jean-Claude Gallet, komendant paryskiej brygady strażaków.

– Teraz eksperci muszą oszacować, jak bardzo ucierpiała sama struktura budynku – dodał Laurent Nunez, sekretarz stanu w ministerstwie spraw wewnętrznych.

– Konstrukcja jest tak finezyjna, że upadek części struktury mógł wpłynąć na stabilność całości – uprzedza minister kultury Franck Riester.

Kogut się stopił, apostołowie ocaleli

– Główna strata to więźba dachowa. Długa na sto metrów, szeroka na 13 i wysoka na 10, jej wartość trudno oszacować. Także dlatego, że ten trzon zabytku jest świadectwem sposobu budowania katedr w XII i XIII w. Historia całego budynku była w tej więźbie – wyjaśnia Philippe Plagneux, profesor historii sztuki średniowiecznej na paryskiej Sorbonie. – Choć z oryginalnej więźby z 1160 r., powstałej z liczących 300 lat dębów (czyli z IX w.!), zostało do naszych czasów niewiele – uściśla.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej