– Katedra to część naszego dziedzictwa od stuleci, trudno mi uzmysłowić sobie, że nagle stała się tak krucha wobec płomieni. Dzisiejszego wieczoru część naszej duszy uleciała z dymem – mówi wstrząśnięty Bruno Julliard odpowiedzialny za kulturę w merostwie Paryża.

– Dla paryżan katedra jest częścią naszego pejzażu wewnętrznego. Jest oczywistością. To część naszego własnego ciała, która uległa zniszczeniu – mówi arcybiskup Éric Moulin-Beaufort. – Jednakże na tej ziemi nic nie trwa wiecznie. Wszystkie katedry noszą w sobie blizny historii i we Francji wszystkie zostały dotknięte pożarem.

- Paryżanie mają wrażenie, że amputowano im część ich ciała - mówi cytowana przez dziennik "Le Figaro" Florence Berthout, mer jednej z dzielnic francuskiej stolicy. - To klejnot, namacalna część naszej historii, naszego dziedzictwa, naszej wspólnej kultury, która właśnie się wali. W aktualnym kontekście politycznym - braku poczucia bezpieczeństwa, kwestionowania wspólnych wartości - to tym bardziej dramatyczne. To tak jakby iglica, która upada, czy katedra, która płonie, symbolizowały całkowitą kruchość naszego społeczeństwa pozbawionego stałych punktów odniesienia.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej