Komunistyczni dygnitarze od kilku tygodni przygotowują poddanych na ciężkie czasy. – Idzie czas zamętu i musimy się przygotować na najgorsze – ogłosił tydzień temu sędziwy przywódca partii komunistycznej Raul Castro. – USA używają coraz bardziej języka gróźb.

Prezydent


mówił bez ogródek:

– Trump sprowadził stosunki z USA do najgorszego stanu od dziesięcioleci. Mówiąc wprost: jest tak ciężko, że musimy się postarać, żeby nie wrócić do ciężkich czasów Okresu Specjalnego [tak reżim określa zapaść Kuby po rozpadzie Związku Radzieckiego na początku lat 90.].

Kryzys, jaki wywołał upadek ZSRR, Kubańczycy pamiętają jako koszmar. Gospodarka Kuby była w 85 proc. zależna od wymiany handlowej z ZSRR, w dodatku obficie dotowanej przez Moskwę. Gdy ZSRR upadł, znikło 7 mld dol. dotacji i gospodarka Kuby z dnia na dzień stanęła. W ciągu trzech lat PKB kraju spadł wówczas o 35 proc., elektryczność działała tylko 12 godzin na dobę, w sklepach zabrakło wszystkiego, a Kubańczycy stracili 70 proc. siły nabywczej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej