50-kilometrowy tunel łączący angielskie Folkestone z francuskim Calais to inżynieryjne cacko wpisane na listę „Siedmiu cudów współczesnego świata” Amerykańskiego Towarzystwa Inżynierii Cywilnej. Znalazło się tam obok takich osiągnięć jak m.in. Kanał Panamski, most Golden Gate w San Francisco, Empire State Building w Nowym Jorku oraz zapory chroniące Holandię przed zalaniem przez wody Morza Północnego.

Trzy tunele (dwa właściwe oraz biegnący między nimi tunel serwisowy) kosztowały fortunę. Już w momencie rozpoczynania prac wyceniony na 5,5 mld funtów projekt był najdroższym pomysłem, jaki postanowili zrealizować ludzie. Budowa trwała sześć lat, jednocześnie pracowało na niej nawet 11 tys. osób, a kiedy w 1994 r. ukończono inwestycję, budżet przekroczono o blisko 80 proc. – koniec końców wydano 9 mld funtów, czyli 21 mld dol.

Z powodów bezpieczeństwa tunelami nie jeżdżą samochody – pod wodami Kanału Angielskiego, zwanego po drugiej stronie cieśniny kanałem La Manche, kursują pociągi pasażerskie Eurostar oraz wiozące samochody osobowe i ciężarówki pociągi firmy Euroshuttle. Tylko w 2017 r. przewieziono w ten sposób 21 mln pasażerów, 2,5 mln samochodów, 1,5 mln ciężarówek i ok. 23 mln ton towarów. A to zaledwie część transportu przez kanał – przez oddalony o zaledwie kilkanaście mil port w Dover przewinęło się kolejne 12 mln pasażerów, 2,5 mln ciężarówek i 2,2 mln samochodów osobowych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej