Gdy u 38-letniej Filipinki Baby Jane Allas wykryto raka mózgu, pracodawca ją natychmiast zwolnił (i taki powód podał w pisemnym zawiadomieniu). Tak jak i inne służące Baby przyjechała do Hongkongu za pośrednictwem agencji rekrutacji i była jej za to winna sporą sumę. Musiała się też zadłużyć, by kupić bilet. Nie miała jednak wyboru: jest matką piątki dzieci, a w byłej kolonii brytyjskiej była dla niej praca.

Zwolniona przez pracodawcę Baby Jane Allas straciła automatycznie ubezpieczenie zdrowotne. Do tego zmuszona była szybko opuścić Hongkong, bo miejscowe prawo wymaga znalezienia kolejnej pracy w ciągu 12 dni – w przeciwnym razie grozi deportacja...

Witajcie w wielkich metropoliach Azji, gdzie nie gasną światła i gdzie od rana do wieczora tyra armia Filipinek i Indonezyjek.

Ich dzień pracy nigdy się nie kończy

Niewolnictwo XXI wieku kojarzy nam się gównie z krajami Zatoki Perskiej. Tymczasem występuje też ono chociażby w Singapurze, Hongkongu czy Malezji.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej