Pod nowy plac zabaw, postawiony zaledwie tydzień przed wyborami lokalnymi we wsi Yenidoganlar nad Morzem Czarnym, podjeżdża ciężarówka. Kierowca ładuje na pakę lżejsze elementy wyposażenia. Resztę demoluje. Na ziemi lądują czerwone huśtawki i zielona plastikowa zjeżdżalnia, gdzieniegdzie walają się połamane elementy drewnianego domku. Ludzie patrzą i nie wierzą. – Coś takiego nie powinno się wydarzyć. Trzeba umieć przegrywać! – mówią do kamery jednej z tureckich stacji telewizyjnych, która przyjechała na miejsce. Bo zniszczenie placu to nie przypadek. Kierowcą ciężarówki jest Mehmet Akyol, były wiejski urzędnik (tzw. muhtar). Rządził tu przez 20 lat, a po przegranych wyborach puściły mu nerwy. Pozbierać nie może się też Erol Gündüz, były muhtar jednej z dzielnic miejscowości Karabük. Nie rozumie, dlaczego przegrał. Przecież w kampanii obiecał wyborcom pielgrzymkę do Mekki, złoto i… pralki. Na razie jeszcze niczego nie zniszczył, ale już zapowiada, że zemści się na „wrogach”, którzy obiecali, że na niego zagłosują, a tego nie zrobili.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej