W liście do Tuska May przyznaje, że to frustrujące, iż Londyn nie wypracował jeszcze sposobu wyjścia z Unii. Wobec trzykrotnego odrzucenia jej umowy rozwodowej przez parlament musi jednak wnieść o kolejne odroczenie brexitu, tym razem do 30 czerwca.

Oznaczałoby to, że Wielka Brytania musi przeprowadzić wybory do Parlamentu Europejskiego. May uznaje ten fakt i deklaruje, że rząd przygotowuje się do zorganizowania ich 23 maja (na Wyspach wybory odbywają się w czwartki, nie w niedzielę). Chciałaby jednak ratyfikować porozumienie rozwodowe wcześniej. Gdyby się to udało, Brytyjczycy odwołaliby wybory i wyszli z Unii przed 23 maja. Downing Street proponuje więc elastyczne krótkie odroczenie brexitu.

W co gra May

Zdaniem komentatorów po obu stronach kanału La Manche jest bardzo mało prawdopodobne, że Unia na to pójdzie. Premier musi sobie z tego zdawać sprawę. Dlatego jej ofertę można odbierać raczej jako próbę zapewnienia sobie alibi wobec zatwardziałych brexitowców, niechętnie patrzących na dłuższe odroczenie, które w końcu może się okazać konieczne. List zwiększa również presję na Partię Pracy, z którą rząd negocjuje rozwiązanie impasu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej