W poniedziałek aktywiści ekologiczni z grupy Extinction Rebellion zorganizowali w Izbie Gmin nietypowy protest. Weszli na galerię dla gości, rozebrali się niemal do rosołu i przykleili pośladki do szyby oddzielającej widownię od siedzących poniżej parlamentarzystów. Z gmachu wyprowadziła ich policja.

„Było to trochę dziwne, ale już we wtorek wspominaliśmy tę akcję jako rzadką chwilę normalności. Przede wszystkim miło było wreszcie zobaczyć ludzi, którzy podjęli jakąś decyzję, przynajmniej coś zostało w tym parlamencie postanowione” – napisał w środę Paul Mason w „Guardianie”.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej