Ukraińcy są rozpolitykowani, a przed wyborami widać to jeszcze wyraźniej. I trudno się dziwić. Od Majdanu i aneksji Krymu minęło pięć lat; wiosną 2014 r. zaczęły się działania bojowe w Donbasie; krajowi dają się we znaki trudna sytuacja ekonomiczna, korupcja i nazbyt powolne reformy.

– Wcześniej zbieraliśmy się, żeby wypić po setce i pośpiewać, a teraz rozmawiamy tylko o polityce i biedzie – mówi 42-letnia Tetiana. Wraz z 55-letnim Ołeksandrem raz lub dwa razy w tygodniu przyjeżdża do stolicy z oddalonego o 100 km Rokitnego. Od 20 lat handlują na chodniku przed Rynkiem Żytnim. Nie chcą w środku, bo tam jest podział stoisk – osobno warzywa, mięso i nabiał, a oni sprzedają wszystkiego po trochu.

Rynek Żytni na Podolu (jedna z historycznych, centralnych dzielnic Kijowa) to od XV w. główne targowisko stolicy (sprzyjała mu bliskość rzeki Dniepr, którą dostarczano towary). W hali na dole można kupić produkty spożywcze, na górze przemysłowe.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej