Minister Abyzow do ubiegłego roku przez sześć lat kierował resortem do spraw koordynacji działań „rządu otwartego”. Jego zadaniem było uczynienie pracy gabinetu ministrów i administracji „przezroczystą” dla społeczeństwa. Miał też radykalnie zmniejszyć liczbę nękających biznes kontroli oraz upublicznić wysokość zarobków wysokich urzędników, a także szefów spółek państwowych.

Na wszystkich tych frontach poniósł sromotną klęskę. Rząd pozostaje, jak to mówią Rosjanie, „czarną skrzynką” skrupulatnie chroniącą swe tajemnice. „Najazdów” na prywatne firmy jest tyle, ile było przed stworzeniem specjalnego ministerstwa do ich ograniczenia. Szefowie takich gigantów jak Gazprom, Rosyjskie Koleje Żelazne czy Rosnieft okazali się odporniejsi nawet od kierownictwa naszego NBP i wysokość wynagrodzenia w ich firmach pozostała sekretem.

Za to w gromadzeniu osobistego majątku minister okazał się znacznie sprawniejszy. Kiedy opuszczał rząd, jego stan posiadania oceniono na 600 mln dol.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej