W niedzielę na lotnisku Maiquetia pod Caracas wylądował najpierw pasażerski ił-96 z generałem Wasilijem Tonkoszurowem oraz 99 wojskowymi na pokładzie. Wkrótce potem przyleciał transportowy an-124 z 35 tonami ładunku.

Oba samoloty wystartowały z wojskowego lotniska pod Niżnym Nowgorodem i przez Syrię, gdzie lądowały, poleciały do Wenezueli.

Rząd Maduro odmówił odpowiedzi na pytania dziennikarzy, po co przylecieli Rosjanie, za to rządowa agencja rosyjska Sputnik pospieszyła wyjaśnić, że w wizycie „nie ma nic tajemniczego”, bo to zwykła „wymiana i techniczne konsultacje” między krajami, które „realizują kilka umów wojskowych”.

Moskwa inwestuje w Maduro

Rosję i Wenezuelę łączy od dawna sojusz polityczny i wojskowy. Rosja sprzedała reżimowi najpierw Hugo Chaveza, a potem jego następcy Maduro broń wartą miliardy dolarów oraz zainwestowała dziesiątki miliardów w złoża ropy naftowej. Udziały w sześciu polach naftowych kupił państwowy koncern Rosnieft, a w złożach gazu – Gazprom. Rosja systematycznie przekłada także spłatę rosnącego długu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej