Wysoka 64-procentowa frekwencja i bliskość wyników dwóch głównych partii sprawiły, że oficjalne ogłoszenie wyników przełożono na poniedziałek.

Pierwsze wyniki wyborów ogłoszono trzy godziny po zamknięciu urn i przeliczeniu 80 proc. głosów. W świat poszła wiadomość o zwycięstwie Pheu Thai, partii populistów związanych z byłym premierem Thaksinem Shinawatrą.

Była to zła wiadomość dla wojskowych, którzy w 2014 r. przejęli władzę w wyniku puczu i rządzili przez pięć lat. Jednak po przeliczeniu 90 proc. głosów okazało się, że na ich partię Palang Pracha Rath zagłosowało 7,6 mln obywateli. Od Pheu Thai dzieli ich już pół miliona głosów. Coraz bardziej prawdopodobne staje się to, że szef junty generał Prayuth Chan-ocha spełni swoje marzenie, by stanąć na czele rządu cywilnego.

Ostateczne wyniki zostaną ogłoszone dopiero w maju, bo wcześniej musi się odbyć oficjalna koronacja nowego króla. Jednak już teraz widać, że pięć lat rządów junty nie zmieniło zasadniczego podziału w 70-milionowym kraju.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej