„Ręce precz od naszych dzieci” – to Rosja głośno powiedziała jeszcze siedem lat temu. Wtedy Duma przyjęła nazwaną szybko „prawem Heroda” ustawę, która zabrania oddawania Amerykanom do adopcji sierot niechcianych w ojczyźnie, bo na przykład chorych. Ile było wtedy krzyku o tym, że na obczyźnie mali Rosjanie wpadną w ręce rodzin homoseksualnych, nauczą się genderyzmu, seksizmu, pacyfizmu.

Ombudsmen Kuzniecowa – sama, jak na aktywistkę prawosławną i żonę popa przystało, matka sześciorga dzieci – właśnie przyjrzała się sytuacji w obronionych przed zagranicznym wrogiem podległych jej domach dziecka. I wyszedł obrazek smutny.

Domy złe

10 proc. wychowanków popełnia samobójstwa. 40 proc. werbują gangi. Kolejne dwie piąte wpada w alkoholizm lub narkomanię. Jako tako w życiu samodzielnym radzi sobie tylko co dziesiąty absolwent bidula.

Coraz więcej kłopotów wychowawczych ma też szkoła rosyjska. Badacze rosyjskiego internetu alarmują, że najwyższy poziom agresji, sądząc po wypowiedziach w sieci, wykazują 14-latkowie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej