Przekonane, że jadą do dobrze płatnej pracy po stronie chińskiej, kobiety nie wiedzą, co je czeka. Przed drogą muszą połknąć narkotyk, który je oszałamia. Niekiedy wiąże się je, by nie uciekły. Chińska rodzina, która czeka na nie na miejscu, zamyka je na klucz – na kilka dni albo kilka tygodni. Niektóre są wystawiane na sprzedaż, inne oddane synowi gospodarzy, któremu rodzice kupili „żonę”. Ofiara słyszy, że jest tu, by urodzić dziecko. To jej główne zadanie, a także warunek odzyskania wolności.

W niewoli, póki nie urodzą

„Zabrali mnie do pokoju i związali. Siedziałam w zamknięciu ponad miesiąc. Mężczyzna, który przynosił mi jedzenie, za każdym razem mnie gwałcił” – opowiada jedna z porwanych. Do Chin przewieziono ją, kiedy miała 16 lat.

– W Chinach większość tych, z którymi rozmawialiśmy, była zamknięta w pokoju, aż zaszła w ciążę – mówi Heather Barr, autorka opublikowanego właśnie raportu Human Rights Watch na temat handlu kobietami z Mjanmy. Po urodzeniu mogły wrócić do swojego kraju – oczywiście zostawiając dziecko w Chinach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej