83-letni dalajlama, który od 60 lat przebywa na zesłaniu w Indiach, nieraz wypowiadał się na temat swej reinkarnacji. Nie wykluczał, że może się odrodzić jako kobieta albo że w ogóle przerwie cykl wcieleń, bo instytucja dalajlamy to dziś anachronizm.

Zdanie zmienił ostatnio pod wpływem coraz silniejszej presji Pekinu, który czeka na śmierć dalajlamy, by mianować jego następcę. Ateistyczna partia chińska uważa, że ma do tego prawo jako spadkobierca chińskich cesarzy. Dalajlama z Pekinu to część szerszego planu podporządkowania religii obecnych w Chinach partii komunistycznej pod hasłem ich „schińszczania”. Taki właśnie plan pięcioletni ogłoszono w styczniu tego roku.

Dalajlama widzi zagrożenie i szuka wyjścia. W poniedziałek powiedział Reutersowi, że jeśli się w ogóle odrodzi, to w Indiach. Dodał, że gdyby Pekin mianował jego następcę, nie zyska on uznania wśród buddystów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej