Jeśli unijna Dwudziestkasiódemka nie zgodzi się na przełożenie, a Londyn w ostatniej chwili nie odwoła jednostronnie brexitu (ma takie prawo, choć wywołałoby to zarzuty o zdradę wyniku referendum), Wielka Brytania wyjdzie z UE 29 marca bez żadnej umowy. Spowoduje to ogromny chaos. 

Dlatego w środę premier Theresa May zwróciła się w liście do szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska z wnioskiem o przesunięcie rozwodu do 30 czerwca. Pozwoliłoby to na wdrożenie odpowiedniej legislacji po przegłosowaniu przez Westminster "tak szybko jak to możliwe" umowy rozwodowej wynegocjowanej przez May z Brukselą. 

Szkopuł w tym, że posłowie już dwa razy ją odrzucili: w styczniu (230 głosami) i w zeszłym tygodniu (149 głosami).

Tymczasem w popołudniowym oświadczeniu Tusk zaznaczył, że UE zgodzi się na krótkie przedłużenie, tylko jeśli Westminster zaakceptuje w końcu porozumienie. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej