Kłopoty Brytyjczyków w ich wewnętrznych targach dotyczących brexitu były jeszcze przed paroma miesiącami postrzegane w UE jako szansa na anulowanie rozwodu. Jednak ostrość i zideologizowanie podziałów na Wyspach, co pokazuje brexitowy maraton w Izbie Gmin, sprawiają, że coraz więcej krajów UE chciałaby już tylko jak najszybciej uwolnić się od Brytyjczyków.

Do trzech razy sztuka?

Dlatego Bruksela trzyma teraz kciuki za trzecie podejście premier Theresy May do przepychania przez Izbę Gmin ugody brexitowej wynegocjowanej jesienią. Brytyjscy posłowie już dwa razy odrzucili tę umowę. Zwycięstwo brexitu w referendum z 2016 r. było bowiem napędzane tęsknotą za odzyskaniem – tradycyjnie czy nawet anachronicznie pojmowanej – kontroli nad granicami. A przecież rozwiązania uzyskane przez May w Brukseli takiej pełnej kontroli nie gwarantują – ze względu na specjalne rozwiązania dla granicy (i procesu pokojowego) w Irlandii. Pomimo to May liczy, że teraz lęk przed mocnym odwleczeniem brexitu sprawi, iż dotychczasowi przeciwnicy umowy zagłosują za nawet ułomnym rozwodem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej