Nowa Zelandia należy do najspokojniejszych krajów świata. W ostatnim stuleciu doszło tam tylko do jednej masowej strzelaniny. W listopadzie 1990 r. 33-letni bezrobotny mieszkaniec nadmorskiej mieściny Aramoana tak zdenerwował się na psa sąsiada, który wchodził mu na podwórze, że w furii zastrzelił i spalił 13 osób.

Tamto wydarzenie doprowadziło do zaostrzenia prawa o dostępie do broni palnej.

1 proc. ludności to muzułmanie

Piątkowa masakra jest też pierwszym w tym kraju przypadkiem zamachu na miejsce kultu. Premier Ardern nie przesadza więc mówiąc o „niezwykłym, bezprecedensowym akcie przemocy”. Zginęło 49 osób - podaje CNN.

Według ostatniego spisu ludności muzułmanie stanowią dokładnie 1,1 proc. z 4,25 mln mieszkańców Nowej Zelandii. Jest tam 57 meczetów i ośrodków islamskich. Jednak w ostatnich latach populacja muzułmanów rosła znacznie powyżej średniego tempa wśród pozostałych grup społecznych (o 28 proc. w ciągu ostatnich 12 lat), a według projekcji opublikowanej przez „Journal of Muslim Minority Affairs” do 2030 r. ma się jeszcze podwoić.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej