„Parlamentarzyści mieli szansę przejąć inicjatywę i powiedzieć w końcu, jak ma wyglądać brexit. Woleli jednak rzucić Theresie May jeszcze jedno koło ratunkowe. I choć trudno w to uwierzyć, jej umowa wróci na trzecie głosowanie we wtorek” – pisze Jonatan Freeland w „The Guardian”.

Freeland podkreśla, że „May w końcu zagnała brexitowców tam, gdzie chciała ich mieć, bo staną przed wyborem: albo jej umowa, albo długie miesiące opóźnienia”.

Wtóruje mu m.in. Philip Collins z „The Times”, który uważa, że „pani May wykazała się wielką wstrzemięźliwością” w stosunku do twardych brexitowców, ale „teraz czas zagrać twardo”. „Dawno minął czas ugłaskiwania takich nieznośnych osób jak Owen Paterosn, Mark Francois i Andrew Bridgen. Pani May próbowała ich udobruchać i przegrała, więc teraz może wypalić w ich stronę pełną salwę” – pisze Collins, który proponuje, by premier naładowała polityczną armatę „genialnym projektem” dwóch parlamentarzystów Labour Party.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej