Listopad 2018 r. Rosjanie prowokują incydent w Cieśninie Kerczeńskiej - ich statek wojenny taranuje ukraiński okręt zmierzający ku jednemu z portów. Rozpętuje się medialna burza. Na Facebooku furorę robi wpis Fina Veikko Korhonena, który broni „rosyjskiego prawa do obrony”. Pisze, że ma dość zachodniej propagandy napędzanej przez antyrosyjskie nastroje. Przytacza opowieść swojej babki, która zrelacjonowała mu „prawdę o historii fińsko-rosyjskiej”, oficjalnie przemilczanej: że Rosja musiała odpowiedzieć na agresję Finlandii, a Polska dzięki Rosjanom odzyskała niepodległość dwukrotnie – w 1914 i 1944 r. - i że pokój zawdzięcza Moskwie połowa Europy i Azji. Mieszkający w dwustutysięcznym Oulu w środkowej Finlandii Korhonen prosi o przekazywanie jego posta dalej „wszystkim rusofobom”.

Rzeczywiście tak się dzieje, jego krótki wpis jest przekazywany masowo. Większość osób, które to uczyniły, nie miała pojęcia, że Veikko Korhonen nigdy nie istniał. Zdjęcie na jego profilu to ukradziona fotografia Atte Korholi, klimatologa z Uniwersytetu w Helsinkach. Korhola też nie wiedział, że padł ofiarą oszustwa. I to nie pierwszy raz. W 2015 r. fałszywy użytkownik z jego zdjęciem umieszczonym na rosyjskim portalu społecznościowym VKontaktie (VK) wychwalał „patriotów” – separatystów z tzw. Donieckiej Republiki Ludowej.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej