Dyplomaci, z którymi rozmawiała „Wyborcza”, twierdzą, że tydzień temu MON otrzymał odpowiedź z Departamentu Obrony USA, w której Amerykanie przekazali, że ich propozycje dla Polski „nie są w pełni zgodne z oczekiwaniami Warszawy”. Mieli na myśli oczekiwanie znaczącego zwiększenia obecności USA na naszym terytorium, a także zmianę „stałej rotacyjnej” bytności na faktycznie stałą – jak w Niemczech.

Obecnie na terenie Polski przebywają brygada pancerna US Army (4,5 tys. żołnierzy) oraz batalion NATO w Bemowie Piskim, którego podstawę tworzą wojska amerykańskie.

Amerykanie: Nie mówcie "Fort Trump"

W ubiegłym roku premier Mateusz Morawiecki zadeklarował chęć wsparcia stałej bytności pełnej amerykańskiej dywizji pancernej kwotą 2 mld dol. We wrześniu w Waszyngtonie prezydent Andrzej Duda nazwał postulowaną bazę imieniem amerykańskiego prezydenta – fort Trump. Jak twierdził, strona amerykańska przychylnie odnosi się do inicjatywy. W styczniu minister obrony Mariusz Błaszczak utrzymywał, że po rozmowie z nowym sekretarzem obrony Patrickiem Shanahanem sprawa fortu Trump ruszyła z kopyta i pytanie o przedsięwzięcie nie dotyczy już tego, „czy”, lecz „kiedy” nabierze ono realnych kształtów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej