W trwającej od ośmiu lat syryjskiej wojnie domowej zginęło około 360 tys. ludzi, miliony zostały uchodźcami. Odpowiedzialność Baszara al-Asada nie budzi wątpliwości – to jego wojska spowodowały zdecydowaną większość ofiar. Ale pociągnięcie dyktatora do odpowiedzialności nie jest łatwe, przynajmniej dopóki nie straci władzy, na co się nie zanosi.

Dla takich przypadków powołano Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK), władny prowadzić dochodzenia i wydawać wyroki na sprawców zbrodni wojennych, przeciwko ludzkości i ludobójstwa. Ponieważ jednak Syria nigdy nie przyjęła jurysdykcji MTK, nie może on procedować wobec jej obywateli – chyba że zleci mu to Rada Bezpieczeństwa ONZ. Tam jedyna próba postawienia Asada przed Trybunałem miała miejsce w 2014 r. i została zawetowana przez Rosję i Chiny. Pierwsze z tych mocarstw jest aktywnym sojusznikiem Damaszku, drugie rutynowo sprzeciwia się międzynarodowej ingerencji w to, jak reżimy traktują swych obywateli.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej