Wczorajsze wystąpienie dygnitarza, który sprawuje nadzór nad chińskimi kongregacjami protestanckimi z ramienia partii, zabrzmiało niczym echo rewolucji kulturalnej. Tej z czasów Mao (1966-76) towarzyszyła brutalna kampania ateizacji; teraz partia już nie chce zakazywać religii, ale zamierza ją „schińszczyć”.

Xu Xiaodong, który stoi na czele Chińskiego Patriotycznego Ruchu Potrójnej Autonomii, oficjalnej czapki chińskiego protestantyzmu, zarzucił temu wyznaniu, że stało się „narzędziem sił antychińskich”.

Pozostało 87% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej