„W ciągu ostatnich trzech lat dowiedzieliśmy się wiele o premier Theresie May. Ale zabiłbym, żeby dowiedzieć się jeszcze jednego: ile dokładnie czarnych kotów przejechała ona w poprzednim wcieleniu. To muszą być dziesiątki tysięcy” – tak Michael Deacon w „The Telegraph” sugeruje, że politycznych męczarni premier May nie da się już wytłumaczyć jej brakiem talentu i zdolności politycznych, więc trzeba odwołać się do ludowych wierzeń.

Rzeczywiście: powiedzieć, że nie ma szczęścia, to nic nie powiedzieć o premier, która wczoraj po raz drugi przegrała w Izbie Gmin kluczowe głosowanie w sprawie umowy o warunkach wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Może nie tak spektakularnie jak w styczniu, gdy ustanowiła rekord rozmiarów porażki rządu w całej historii brytyjskiego parlamentaryzmu, ale zupełnie wystarczająco, by większość prasy postawiła na niej krzyżyk.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej