Za umową wynegocjowaną przez May z Unią Europejską opowiedziało się 242 posłów, przeciwko - 391. Różnica była mniejsza niż w pierwszym głosowaniu w połowie stycznia, ale porażka i tak wyraźna. W styczniu porozumienie odrzucono różnicą 230 głosów, we wtorek, po tygodniach zabiegów – 149.

Co dalej? Przed ogłoszeniem wyników spekulowano, że przy różnicy ok. 50 głosów May mogłaby spróbować trzeciego podejścia. Bardziej spektakularne fiasko miało to mocno utrudnić.  

W zwykłych okolicznościach w takiej sytuacji przywództwo premier byłoby poważnie zagrożone. Teraz partyjni koledzy nie mogą rzucić jej rękawicy, bo zrobili to już trzy miesiące temu i muszą poczekać do grudnia. Choć zawsze można sobie wyobrazić, że rezygnuje sama, uznawszy, że wyczerpała możliwości manewru.

W środę w Izbie Gmin odbędzie się kolejne głosowanie, tym razem nad wyjściem z UE bez porozumienia. May zapowiedziała, że posłowie torysów będą mogli podjąć decyzję w tej kwestii wedle własnego uznania, bez dyscypliny partyjnej. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej