Abd al-Aziz al-Wasil w czwartek mocno się zdziwił. Stały przedstawiciel Arabii Saudyjskiej przy ONZ po raz pierwszy w wieloletniej karierze usłyszał, jak koledzy dyplomaci z ONZ-owskiej Rady Praw Człowieka ostro wygarniają jego szefom.

Choć Rada istnieje od 2006 r., do tej pory w imię dobrych relacji handlowych z Saudami i wspólnej walki z terroryzmem naruszanie praw człowieka i fatalna sytuacja saudyjskich kobiet uchodziły Rijadowi na sucho.

Pokojowi aktywiści to nie terroryści

Tym razem miarka się przebrała. 36 krajów, w tym wszyscy członkowie Unii Europejskiej, wyraziło „poważne zaniepokojenie doniesieniami o trwających aresztowaniach obrońców praw człowieka”, w tym aktywistek walczących o prawa kobiet.

„Szczególnie niepokoi nas wykorzystywanie prawa antyterrorystycznego i innych przepisów związanych z bezpieczeństwem narodowym przeciwko osobom pokojowo korzystającym ze swoich praw i wolności – czytamy w oświadczeniu wygłoszonym na forum Rady przez islandzkiego dyplomatę Haralda Aspelunda. – Obrońcy praw człowieka i organizacje społeczeństwa obywatelskiego mogą i powinny odgrywać ważną rolę w procesie reform, które wdrażane są w królestwie” – przekonują autorzy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej