Dziewczynka leży na brzuchu. Nogi podkurczyła, rączki podłożyła pod prawy policzek. Nieruchomo, prawie spokojnie wpatruje się w coś poza kadrem. Promień słońca, a może światło latarki oświetla kosmyk jej włosów.

Zdjęcie jest straszne. Nie dlatego, że buzia dziewczynki pokryta jest krwią, a jej oczy szkliste i nieruchome. Trzeba dobrze się przyjrzeć, żeby na dole fotografii, tuż przy kolanie dziewczynki, zobaczyć wystającą spod gruzów małą rączkę. A z tyłu drugą, w niebieskim rękawku.

Syryjskie nieszczęścia się nie klikają

Dziewczynka ze zdjęcia to Hasna Katran, sześcioletnia Syryjka, która kilka dni temu przez chwilę czuła się dorosła. Jej tata musiał wyjść z domu i zostawił ją z młodszym rodzeństwem – trzyletnią siostrą i rocznym braciszkiem. Przed wyjściem na pewno poprosił, żeby dobrze ich pilnowała.

Dziewczynka posłuchała taty – widoczne na zdjęciu nieruchome rączki należą do jej siostry. Hasna położyła się na niej, może próbowała ją chronić przed gruzem. Całe życie spędziła na wojnie, więc kiedy huknęło, pewnie wiedziała, że spadła bomba. Rodzeństwa nie upilnowała – siostra i brat zginęli na miejscu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej