17-letni Mahmud wytrzymał kilka dni. Był bity kablem i rażony prądem, podwieszany do góry za nogi i bity w podeszwy stóp.

– Kazali mi się przyznać, że dwa lata spędziłem w ISIS, że walczyłem na froncie, że zabiłem oficera kurdyjskiego wywiadu. To wszystko były kłamstwa, ale przyznałem się prawie do wszystkiego, poza morderstwem – opowiada.

– Oficerów było trzech – związali mi ręce z tyłu, wygięte – jedną od góry, drugą od dołu. Bili, jednocześnie razili prądem. I tak przez trzy kolejne dni – wtóruje mu 17-letni Samir. – W końcu podpisałem oświadczenie, że dwa miesiące byłem w ISIS, chociaż to kłamstwo.

Dziesiątki podobnych opowieści znalazły się w nowym raporcie Human Rights Watch (HRW), zatytułowanym „Każdy musi się przyznać”. Autorzy alarmują, że irackie i kurdyjskie służby, które wspólnie wojowały z ISIS w Iraku, dziś, kiedy samozwańczy kalifat leży w gruzach, bezprawnie przetrzymują 1,5 tys. dzieci, bo podejrzewają je o związki z radykałami. Setki skazano już za terroryzm – siedzą z wyrokami od kilku miesięcy do kilku lat.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej