By przekonać kraje Unii Europejskiej, że Ludmiła Kozłowska stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa, dyplomaci pracujący dla rządu PiS sięgali po wszelkie środki. MSZ pisało noty, wzywało na dywanik ambasadorów, a wiceszef dyplomacji Bartosz Cichocki zamieszczał na Twitterze gniewne komunikaty, wypominając sojusznikom brak lojalności.

Do tego prezydent Andrzej Duda osobiście skarżył się w tej sprawie swojemu niemieckiemu odpowiednikowi. A prawicowi publicyści mówili nawet o wypowiedzeniu Polsce wojny.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej