„Przepraszam, że nie jestem już w stanie trwać na stanowisku, a także za wszystkie błędy i niedociągnięcia w trakcie mojej kadencji” – obwieścił szef irańskiego MSZ Muhammad Dżawad Zarif w oświadczeniu opublikowanym w nocy z poniedziałku na wtorek na Instagramie – jednym z niewielu mediów społecznościowych, których ajatollahowie jeszcze nie zablokowali.

Kilka godzin wcześniej w wywiadzie dla miejscowych mediów żalił się, że dyplomacja Iranu jest „zatruta” partyjnymi walkami.

Rouhani: Minister zdolny i niezłomny

Jego decyzja to spora sensacja, bo Zarif to jedna z lepiej kojarzonych na Zachodzie twarzy irańskiego reżimu. Wykształcony w USA dyplomata z tytułem doktora Uniwersytetu w Denver i były ambasador Iranu przy ONZ uznawany jest za architekta porozumienia, które w 2015 r. Irańczycy zawarli z pięcioma światowymi potęgami.

W zamian za zniesienie większości dławiących Iran sankcji zgodzili się znacznie ograniczyć program nuklearny, co dało szansę na to, że groźba bomby atomowej w rękach ajatollahów wyraźnie się oddaliła. Do czasu – w ubiegłym roku Donald Trump wycofał Amerykanów z dealu, który wielokrotnie nazywał „najgorszym w historii”, po czym przywrócił większość sankcji. Nic dziwnego, że odejście Zarifa odbierane jest jako ostateczny cios dla porozumienia – minister dwoił się i troił, żeby podtrzymać kulejącą po wycofaniu się Amerykanów umowę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej