– Powiem szczerze: nie będziecie nam dyktować, jak mamy rozumieć prawa człowieka. Mamy własne zasady, własne rozumienie człowieczeństwa, własne wartości i etykę – wyliczał podniesionym głosem wyraźnie rozeźlony egipski prezydent Abd al-Fattah as-Sisi na spotkaniu z dziennikarzami, którzy przyjechali do Szarm el-Szejk na zakończony w poniedziałek szczyt Ligi Arabskiej i Unii Europejskiej. Arabscy i europejscy przywódcy spotkali się, żeby zacieśnić stosunki i umówić się na bliższą współpracę w kwestiach migracji i walki z terroryzmem, ale pod koniec spotkania nastąpił wyraźny zgrzyt.

– Wy macie własne zasady, które szanujemy. Właśnie dlatego prosimy, żebyście i wy szanowali nasze reguły i nasze obyczaje – perorował egipski prezydent.

Przeklęta plaga terroryzmu

Egipcjanin jest wściekły, bo goszczeni przez niego europejscy przywódcy najwyraźniej zbesztali go za nieprzestrzeganie praw człowieka. Sisi nie od dziś jest z nimi na bakier – pakuje za kratki dysydentów, trzyma pod butem media i organizuje zbiorowe procesy, w których dziesiątkami skazuje się ludzi na karę śmierci. Tylko w ostatnim tygodniu wykonano dziewięć egzekucji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej