Wbrew obietnicom tymczasowego prezydenta Juana Guaidó konwojom z międzynarodową pomocą humanitarną nie udało się w weekend wjechać do Wenezueli. Na granicach kraju polała się krew. I choć Nicolas Maduro obwieścił zwycięstwo i triumfalnie tańczył przed telewizyjnymi kamerami, tak naprawdę tę pierwszą realną próbę sił między obydwoma prezydentami przegrali obydwaj.

Potrzebujemy dosłownie wszystkiego

– Tak czy inaczej, międzynarodowa pomoc humanitarna wjedzie do Wenezueli 23 lutego. Dotrze tu lądem, z morza i z powietrza. Mamy prawie milion wolontariuszy, którzy sprawią, że to się uda! – 35-letni Guaidó, przewodniczący parlamentu, który od miesiąca uznawany jest przez znaczną część Wenezuelczyków i ponad 50 państw świata za tymczasowego prezydenta kraju, obiecywał to w ostatnich dniach wielokrotnie.

I Wenezuelczycy mu uwierzyli, pokładali w tych obietnicach wielkie nadzieje.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej