– Nie mogliśmy dłużej tam zostać, bomby i pociski spadały z każdej strony. Któregoś dnia zebraliśmy się w 12 rodzin, szliśmy przez cały dzień, potem spaliśmy na zewnątrz. Podarłam swoją sukienkę, żeby mieć co założyć na głowę zmarzniętemu dziecku – wspomina młoda Syryjka cytowana w najnowszym raporcie Human Rights Watch (HRW).

Jest jedną 31 tys. osób, którym od grudnia 2018 r. do 19 lutego 2019 r. udało się uciec z Baghuz – niewielkiego miasteczka nad Eufratem w północnej Syrii, gdzie od tygodni zaciekle broni się kilkuset radykałów z ISIS.

Pola trupów i masowe pogrzeby

Ponieważ Baghuz to dziś ostatni przyczółek samozwańczego kalifatu w Syrii, wojujące z radykałami kurdyjskie Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) i dowodzona przez Amerykanów międzynarodowa koalicja rzuciły do walki wszystkie siły. Bomby spadają na miasto niemal bez przerwy, nie ustaje też ostrzał artyleryjski. Ze zdjęć satelitarnych wynika, że zniszczonych zostało co najmniej 630 budynków, miasto jest praktycznie zrównane z ziemią.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej