Sądząc po czwartkowych okładkach probrexitowych gazet na Wyspach, w brytyjskiej polityce nastąpiło prawdziwe trzęsienie ziemi. „Brexodus” - donosi bulwarówka „The Sun”. „Torysowskie dezerterki odchodzą, przysięgając zniszczyć partię” - alarmuje „Daily Telegraph”. „Sprawa nie do śmiechu” - grzmi „Daily Express”, publikując zdjęcie roześmianych posłanek, które właśnie rzuciły partyjne legitymacje.

Najpierw na początku tygodnia z Partii Pracy, głównego ugrupowania opozycyjnego na Wyspach, odeszło siedmioro posłów: Luciana Berger, Chris Leslie, Angela Smith, Gavin Shuker, Mike Gapes, Ann Coffey oraz swego czasu typowany na przywódcę laburzystów Chuka Umunna. Rychło dołączyła do nich ósma parlamentarzystka - Joan Ryan.

W środę taki sam manewr wykonały trzy toryski: Anna Soubry, Sarah Wollaston i Heidi Allen. W czwartek odejściem zagrozili b. prokurator generalny Dominic Grieve i b. minister edukacji Nicky Morgan. Porzucą torysów, jeśli partia dopuści do „brexitu na dziko”, czyli bez żadnego porozumienia z UE.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej