W Moskwie nie milkną zachwyty nad tym, co kraj i świat usłyszały wczoraj z ust Putina.

Nieco zagalopowała się na przykład Tina Kandelaki, lwica salonowa i gwiazda telewizyjna. Ogłosiła, że teraz Władimir Putin radykalnie zmienił kurs i od ubiegłorocznego „militaryzmu” przeszedł do – o cudzie! – „prawdziwego nacjonał-socjalizmu”. Ceniona na szczytach władzy celebrytka uczyniła rosyjskiego przywódcę nazistą za to, że obiecał od lat już biedniejącemu pod jego rządami narodowi mnóstwo dopłat, ulg i zasiłków. Zrobił to, bo jego notowania dramatycznie spadają.

Chór dyżurnych chwalców pieje jednak z zachwytu raczej nad tym, że prezydent znów napędził strachu „partnerom”, przypominając im o niszczącej wszechmocy swoich supersonicznych pocisków i głowic. A Rosjanie nie od wczoraj, ale od wieków uwielbiają obserwować przerażenie w oczach przyglądającego się ich imperium świata i nie szczędzą wysiłków finansowych czy propagandowych, by trwogę tę podsycać.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej