Doroczne orędzie prezydenta do parlamentarzystów jest jednym z najważniejszych obrzędów w państwowej liturgii Rosji. Przez całą dobę przed jego rozpoczęciem telewizja Rossija 24 trzymała widzów w napięciu, pokazując zegar odliczający czas do mowy przywódcy, i opowiadała o tym, jak to marszałek senatu ofiarnie skróciła podróż zagraniczną, by zdążyć do moskiewskiego Gostinnego Dworu i razem z dwoma tysiącami prominentów w skupieniu wysłuchać Putina.

Od kilku dni telewizyjne „gadające głowy” i publicyści starali się odgadnąć, czego Rosja i pozostałe sześć siódmych lądów globu dowiedzą się od gospodarza Kremla. Stawiali na to, że tym razem Putin nie będzie ilustrował orędzia kreskówkami pokazującymi działanie nowych rodzajów broni. Więcej miało być tym razem o sprawach socjalnych.

Zgadnąć nie było trudno. Przez ostatnie siedem miesięcy notowania Putina przestały być teflonowe. Wyniki sondaży dowodzą, że dziś ufa mu nawet nie co trzeci rodak. Gdyby prezydent, którego rok temu poparło 76 proc. wyborców, stanął do walki o Kreml teraz, dostałby 45 proc. głosów.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej