– Usunąłem dwie, trzecia eksplodowała – wspomina w rozmowie z „New York Timesem” Sultan Hamad, 39-letni jemeński żołnierz, który stracił nogę, oczyszczając z min linię frontu w pobliżu Maribu w środkowym Jemenie. Dziś czeka w miejscowym szpitalu na przydział protezy.

Wróg wykorzystuje nieludzką broń

Hamad to żaden wyjątek – cytowani przez dziennik saudyjscy i jemeńscy dowódcy potwierdzają, że po czterech latach wojny wielkie połacie kraju pokryte są setkami tysięcy min podłożonych przez wojujących z armią rebeliantów Huti. Miny stały się ich najskuteczniejszą obroną - to dlatego armia, wspierana z powietrza przez Saudów i ich koalicjantów, od trzech lat nie jest w stanie podejść pod stolicę w Sanie, której okolice są gęsto zaminowane.

– Wróg wykorzystuje nieludzką broń, miny i ładunki wybuchowe – skarży się w rozmowie z „New York Timesem” gen. Muhsin al-Kabi, którego oddział tkwi 23 mile od stolicy, bez szans na ruszenie do przodu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej