Twarzą nowej czeskiej polityki jest 39-letni informatyk Ivan Bartosz. Trzy lata temu, gdy zostawał szefem Partii Piratów, wielu polityków traktowało go z przymrużeniem oka. Nosił na głowie dredy, opowiadał się za legalizacją marihuany i nie był traktowany przez polityczną konkurencję poważnie.

A jednak w wyborach do czeskiej Izby Poselskiej w 2017 r. Piratom pod jego przywództwem udało się zdobyć ponad 10 proc. głosów. Jeszcze większy sukces przyszedł ubiegłej jesieni, gdy partia w wyborach samorządowych wprowadziła na urzędy 358 radnych i burmistrzów w całym kraju – dwunastokrotnie więcej niż cztery lata wcześniej. Obecnie Piraci są drugą najpopularniejszą partią w kraju (według sondażu Kantar TNS głosować na nią chce 16,5 proc.), przed nią jest tylko ANO premiera Andreja Babisza (32 proc.).

W ubiegłorocznych wyborach samorządowych Piraci przejęli od ANO władzę w Pradze, klejąc koalicję z liberałami oraz koalicją partii lewicowych. Stało się tak, choć mieli najmniej pieniędzy na kampanię, ledwie 3 mln koron (ok. 500 tys. zł).
Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej