Przez 48 z 58 lat istnienia niepodległej Nigerii krajem rządzili generałowie, byli wojskowi albo politycy powiązani z armią. Przez kolejne cztery lata też tak będzie, bo zarówno Buhari, jak i jego najpoważniejszy rywal w tych wyborach, Atiku Abubakar, to byli generałowie.

Państwo pod kontrolą armii

Nigeryjska armia ma zasadniczy wpływ nie tylko na politykę, ale i na gospodarkę, zarówno w sektorze państwowym, jak i prywatnym. Pod tym względem sytuacja jest podobna jak w Egipcie albo Pakistanie.

Wyjątkiem było kilka lat rządów cywilów po uzyskaniu niepodległości od Wielkiej Brytanii oraz prezydentura Goodlucka Johnathana – w 2015 r. zapisał się on w historii jako pierwszy prezydent Nigerii, który nie zdołał zapewnić sobie drugiej kadencji.

Jonathan przegrał, bo nie potrafił zapanować nad panoszącą się w kraju korupcją i nepotyzmem, a także nie radził sobie w walce z dżihadystami z Boko Haram. To samo można powiedzieć cztery lata później o Buharim.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej