Paweł Wroński: Czy po ostrym antyirańskim przemówieniu wiceprezydenta Mike’a Pence’a, okraszonym metaforami biblijnymi, miała pani wrażenie, że w konferencji w Warszawie chodzi o konfrontację?

Patrycja Sasnal: Trudno w świetle jednego przemówienia oceniać całą konferencję, ale przemówienie Pence’a ukazały amerykańskie intencje. W gruncie rzeczy był to przekaz prosty: Iran jest zagrożeniem, chce zgotować Izraelowi nowy Holocaust. Z tego powodu tworzymy jasny podział: albo jest się z USA, które wspierają Izrael, albo przeciw nim. To jest w gruncie rzeczy to samo, co kiedyś, przed wojną z Irakiem, mówił George W. Bush. Przyznam, że brzmi to niebezpiecznie.

Niedawno w Houston Institute Pence wygłosił niezwykle ostre przemówienie przeciwko Chinom jako krajowi zagrażającemu ładowi światowemu i wrogowi Ameryki nr 1. Mam wrażenie, że USA mają ostatnio coraz więcej potężnych wrogów, ale nie ze wszystkimi może konfrontować się jednocześnie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej