Jedno jest pewne - tak wielkiego ataku na jedną z najpotężniejszych formacji Iranu nie było od lat. Według oświadczenia Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej, czyli elity irańskiej armii, oddział wracający z pogranicza z Pakistanem został zaatakowany w środę w  prowincji Sistan i Beludżystan. Eksplodował samochód pułapka.

Na miejscu zginęło 27 gwardzistów, kilkunastu jest ciężko rannych. Jak podaje MSZ, to „żołnierze, wojownicy islamu, wracających z regionu do swoich miast po ukończeniu misji na granicy”.

„Czy to przypadek, że Iran pada ofiarą terroru w tym samym dniu, w którym rozpoczyna się cały ten warszawski cyrk? Szczególnie, kiedy zgraja takich samych terrorystów wiwatuje na ulicach Warszawy i wspiera atak za pomocą twitterowych botów? – napisał na Twitterze szef irańskiego MSZ, Muhammad Dżawad Zarid. – Amerykanie najwyraźniej zawsze dokonują tych samych, błędnych wyborów, a jednocześnie spodziewają się innych efektów” – dodał.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej