Negocjacje Parlamentu Europejskiego, Rady UE oraz Komisji Europejskiej (nazywanie „trilogiem” w żargonie unijnym) zakończyły się w nocy z wtorku na środę w Strasburgu, czyli po zaledwie dziewięciu godzinach rozmów.

To zaskakująco szybkie tempo, ale rokowania toczyły się pod ogromną presją czasu. Już w maju kończy się bowiem kadencja europarlamentu. I dlatego bez zawarcia wstępnej ugody co do reformy już w tych dniach cała odsunęłaby się nawet na 2020 r. albo zostałaby w ogóle wycofana. Taką groźbę ostatniej nocy mieli regularnie przypominać europosłom przedstawiciele KE oraz Rumunii, która obecnie reprezentuje Radę UE.

Berlin i Paryż idą na rękę Rosji

– Jestem bardzo zadowolony, że porozumieliśmy się tak szybko. Projekt zapełnia luki w prawie unijnym w dziedzinie energii – powiedział w środę Anton Anton, minister energii Rumunii kierującej tym półroczu pracami Rady UE.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej