Prezydent Maduro rozkazał armii obstawić największe drogowe przejście graniczne z sąsiednią Kolumbią pod miastem Cucuta, gdzie od kilku dni gromadzone są dziesiątki ton żywności i lekarstw, jakie USA i inne kraje wysłały na pomoc ludności Wenezueli. Reżim raz po raz odgraża się, że żadnej pomocy nie potrzebuje i nie wpuści konwojów, bo uważa je za zasłonę dymną dla inwazji zbrojnej USA w celu obalenia rządu.

Nicolas Maduro pozostaje głuchy na głosy własnego społeczeństwa, które wskutek krachu gospodarki i załamania się państwa przeżywa najcięższy kryzys humanitarny w najnowszych dziejach. Ignoruje wezwania społeczności międzynarodowej, w tym większości krajów kontynentu, a także opozycji, by wpuścić konwoje z żywnością i lekarstwami.

– Bronimy suwerenności narodowej, pomocy humanitarnej nam nie trzeba, każda próba wjazdu przez most Tienditas [pod Cucutą] zostanie potraktowana jak inwazja – ogłosił minister Freddy Bernal.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej