Amal pochodzi z Darfuru, ma 31 lat i jedenastoletniego syna. Półtora roku temu została zaatakowana przed drzwiami swojego kairskiego mieszkania – pamięta jedynie obcego mężczyznę, który przyłożył jej do ust jakąś szmatę. Obudziła się po tygodniu we własnym łóżku. Bliscy opowiedzieli jej, że po sześciu dniach od porwania podrzucono ją pod drzwi – brudną, z dużym opatrunkiem na brzuchu. Bez jednej nerki.

Historię Sudanki opisuje „Haarec”. Według izraelskich dziennikarzy jej historia to żaden wyjątek.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej