Richard Ferrand, przewodniczący Zgromadzenia Narodowego, czyli niższej izby francuskiego parlamentu, może mówić o szczęściu. Podpalacz, którzy rzucił koktajl Mołotowa w stronę szklanych drzwi jego domu w Bretanii, nie trafił. Wypełniona benzyną butelka rozbiła się o framugę, a płonąca ciecz nie dostała się do wnętrza budynku.

Podczas ataku Ferranda, który jest politykiem La République en Marche!, czyli nowej partii prezydenta Emmanuela Macrona, nie było w domu. W zeszły piątek zniszczone drzwi i osmaloną fasadę zauważył jeden z sąsiadów, który zaalarmował policję.

Atak na dom polityka potępili Macron i premier Édouard Philippe, którzy uznali to za atak na państwo. Z Ferrandem solidaryzowali się też politycy opozycji. Policja nie ma wątpliwości, że próba podpalenia miała motyw polityczny, a sprawcy chcieli Ferranda zastraszyć.

Fala ataków, ofiarami wyłącznie ludzie z partii Macrona

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej