Kamery z daleka wyglądają jak fotoradary. Niektóre zamontowane są na stałe przy drogach krajowych i wzdłuż autostrad. Inne, na trójnogach, rozstawiają policjanci. Urządzenia nie mierzą jednak jedynie prędkości. Robią samochodom zdjęcia w wysokiej rozdzielczości, rozpoznając sekwencje liter i cyfr na tablicach rejestracyjnych. System jest w stanie skanować tablice kilku tysięcy pojazdów na godzinę. A ponieważ zdjęcia wykonywane są w podczerwieni, skanowanie może odbywać się także nocą.

8 milionów tablic miesięcznie w samej Bawarii

Numery są następnie automatycznie porównywane z policyjnymi bazami danych. Gdy okaże się, że przejeżdżające auto figuruje w bazie skradzionych pojazdów lub jego kierowca jest poszukiwany, zdjęcie z zaznaczoną datą, miejscem, prędkością i kierunkiem jazdy wyświetla się na monitorze pełniącego dyżur policjanta. Ten sprawdza jeszcze raz dane – skaner często się myli i np. literę O bierze za zero – a gdy alert się potwierdza, zarządza pościg. Jeśli dane badanego samochodu nie figurują w bazie poszukiwanych pojazdów, zdjęcie jest kasowane.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej