69-letniego dziś Toshio Takatę do łamania prawa pchnęła bieda.

– Przeszedłem na emeryturę i nie starczało mi na nic pieniędzy – opowiada BBC. – Pomyślałem sobie: a może pójdę do więzienia i będę żyć za darmo?

Toshio zgarnął więc z ulicy rower i pojechał nim na posterunek. Tam zameldował o dokonanej przez siebie kradzieży. Miał wtedy 62 lata i nie był wcześniej karany, ale japońskie sądy się nie patyczkują: emeryt odsiedział rok.

Wyszedł na wolność, ale wciąż myślał, jak wrócić za kratki. – W końcu poszedłem do parku – opowiada – i zagroziłem przechodzącym kobietom nożem.

Jedna z nich zadzwoniła na policję.

W ten sposób Toshio spędził już cztery z ostatnich ośmiu lat w więzieniu. Z jego punktu widzenia sytuacja ma jeszcze ten plus, że gdy siedzi, emerytura wpływa co miesiąc na jego konto.

– Nie jest tak, bym polubił więzienie, ale nie płacę tam za nic, a kiedy wyjdę, będę miał odłożoną sporą sumę – wyznaje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej