Rosjanie mają na nich specjalne określenie – „nastamniety” (od „nas tam niet” – nas tam nie ma). Bo pojawiają się tam, gdzie - jak zapewnia Kreml - „nas nie ma". „Nie było nas” na Krymie, w Donbasie, w Syrii. „Nie ma nas” w wielu innych punktach globu. Lista „naszej nieobecności” jest długa.

Loty do Afryki

„Wagnerowców” nie ma, jak zapewniają na Kremlu, w Wenezueli, dokąd według agencji Reuters poleciało niedawno 400 najemników, którzy mają chronić wspieranego przez Moskwę Nicolasa Maduro, gdyby doszło do buntu jego gwardii.

'Nie ma nas' przede wszystkim w Afryce, w krajach, gdzie sprzyjający Moskwie, a siedzący na chwiejnych stołkach dyktatorzy mogą płacić za usługi militarne złotem, diamentami, udziałami w wydobyciu cennych minerałów

Niezależna „Nowaja Gazieta” prześledziła marszruty prywatnego samolotu Jewgienija Prigożyna, człowieka, któremu Kreml powierzył pieczę nad „wagnerowcami”. Z opublikowanego w poniedziałek artykułu wynika, że odrzutowy Raytheon Hawker 800XP o numerze M-VITO regularnie raz w miesiącu lata do Syrii i Libanu, a także do Afryki – ląduje w Libii, Czadzie, Sudanie, Republice Środkowoafrykańskiej, Demokratycznej Republice Konga, Kenii, Angoli, Zimbabwe, Kenii, na Madagaskarze.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej