„Uniwersytet Farmington został zamknięty przez Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego Urzędu Imigracyjnego i Egzekwowania Ceł. Poszkodowani studenci powinni skontaktować się z jego lokalnym biurem” – taka informacja wita każdego, kto w poniedziałek próbował wejść na stronę Uniwersytetu Farmington.

Jest to kolejne kłamstwo – uczelnia nie mogła zostać zamknięta, bo nigdy nie istniała w realu, była tylko witryną mającą zwabić obcokrajowców, którym marzyło się pozostanie w USA na wizie studenckiej.

Na wieść o aresztowaniach „poszkodowani studenci” prędzej zaczną zacierać ślady, niż zgłoszą się do urzędu, który zorganizował prowokację w majestacie prawa.

Cały uniwersytet w małym biurze

Jeszcze w ubiegłym tygodniu strona internetowa Uniwersytetu Farmington położonego „w sercu przemysłowego południowego Michigan” zapraszała chętnych na „unikalne doświadczenie edukacyjne”. Politechniczny program miał przygotowywać studentów do konkurowania w globalnej gospodarce, a elastyczny plan zajęć pozwalał pogodzić naukę z pracą. Zamieszczone zdjęcia pokazywały młodych ludzi czytających książki na rozległym trawniku i dyskutujących w bibliotece.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej